apertus.pl - otwarta, wirtualna szkoła

300 km po Górach Sowich PDF Drukuj Email
  
poniedziałek, 24 maja 2010 12:13

Tags: Bielawa | Jeep

300 km po Górach Sowich w 3 dni

Przez 3 dni pięciokrotnie przejechałem pełną trasę Scandia Maraton Langteam. To była niesamowita przygoda. Oto jak scharakteryzowana jest trasa (ze strony internetowej maratonu): prowadzi w 90 % po Górach Sowich, przebiega głównie drogami leśnymi, ale są też długie fragmenty asfaltu w okolicach startu i mety. Dystans MINI wyścigu to jeden długi podjazd i podobnej długości zjazd. Dystanse MEDIO i GRAND FONDO prowadzą na drugi co do wielkości szczyt Gór Sowich Kalenicę. Podjazdy są dosyć trudne technicznie, dużo luźnych kamieni i korzeni. Zjazdy, w większości szerokimi drogami, są szybkie i należy uważać, aby nie wypaść z trasy, gdyż w bezpośredniej bliskości dróg występowały strome zbocza.

Pierwszy objazd trwał prawie dziesięć godzin – było to wytyczanie trasy. Piątkowe deszcze spowodowały, że przejazd przez góry był więcej niż zwykłą przygodą – ale mój Jeep sprawował się świetnie. Na pokładzie miałem samego Lecha Piaseckiego, zwycięzcę Wyścigu Pokoju z 1985 roku, mistrza świata w kolarstwie torowym w 1989 roku oraz Mirco Piermarini – zięcia szefa firmy Czesława Langa. Trzeba było zatrzymywać się co 100, 200 m – Mirco zawieszał na drzewach strzałki i taśmy z nazwą głównego sponsora zawodów. Samochód niejednokrotnie próbował zsunąć się do przepaści, poruszał w wąskich wąwozach – w górę i w dół. Przekleństwem było okropne błoto (wynik kilkudniowego deszczu), stromizny i ogromne kamienie, które pojawiały się codziennie w innych miejscach. Jednak mój ZJ radził sobie nieźle, mosty i reduktory działały nienagannie – auto sunęło, plastiki trzeszczały (to jest w Jeepie podobno zasada) i wszyscy czuliśmy się bezpiecznie.

Po okrążeniu korony naszego jeziora, ulicą Korczaka (obok nowej Szkoły Leśnej) wjechaliśmy do lasu, skręcając lekko prawo. Po objechaniu szczytu Czyżyka (555m) pojechaliśmy na południe – tu zaczęła się przeprawa błotna i szereg ostrych zakrętów. Przejeżdżając praktycznie po szczytach Kawki (705m) oraz Żebraka (716m), doliną Niedźwiadki, dojechaliśmy do przełęczy Trzy Buki – potem w dół, aż do Leśnego Dworku, gdzie, niestety, ciągle natrafialiśmy na zamknięty szlaban (nawet raz udało mi się go objechać – jeden raz, bo ta sztuka mogła skończyć się wizytą u blacharza – w końcu to nie Cherokee a Grand Cherokee i jazda między drzewami wymaga nie lada ostrożności. Kiedy pan leśniczy otworzył przejazd, myślałem, że skończyła się przygoda. Jednak dopiero wtedy zaczynała się ostra jazda. Skręciliśmy pod górę wzdłuż Niedźwiedziego Potoku, a następnie Popielnego Grzbietu – aż na szczyt Niedźwiedziego Grzbietu (722m) i dalej ostro (poprzez Dzika 767m) w kierunku Przełęczy Woliborskiej. Na przełęczy czekała nas niespodzianka – wyznaczona trasa (ostro na zachód) była zasypana ściętymi drzewami. Cofanie było straszne, lusterka chciały się urwać ale … nie pozwoliłem. Konieczna była zmiana trasy. Po różnych próbach, wizycie w Przygórzu (śliczna miejscowość), udało nam się wrócić na trasę, choć wymagało to sporych umiejętności jazdy w błocie do podłogi. Dalej droga wiodła po wilgotnych górskich ścieżkach – po szczytach między innymi Wolicy (766 m), Kamienia (820 m) dojechaliśmy na Bielawską Polankę. Dalej, w niewielkiej odległości od Kalenicy (po jej zachodniej stronie), obok Dzikich Skał, dojechaliśmy do przełęczy Jugowskiej (mniej więcej w połowie zjazdu z Rymarza). Tu pojawiły się kolejne problemy z wytyczaniem trasy (w sobotę trasa była zawalona ściętymi drzewami i oczywiście szlaban był zamknięty). Choć wszystkie odcinki mój zielony Jeep pokonał nienagannie, uznaliśmy, że kolarze tej trasy nie przejadą postanowiliśmy wrócić i ostro pojechaliśmy stromą trasą na Zimną Polankę (900 m). Potem kamienistym zjazdem do trasy w kierunku Trzech Buków i Leśnego Dworku. Wieczorem, już prawie o zmroku dojechaliśmy błotną trasą do Jodłownika, a potem Ostroszowic. Następnie nową asfaltową trasą dojechaliśmy do Myśliszowa. Po dojechaniu do głównej szosy, wbrew logice, udaliśmy się na północ – w stronę Ząbkowic, ale tylko kilkaset metrów. Następnie trasa wiodła przez pola w kierunku Łysej Góry. Po dojechaniu na szczyt – sprawdziliśmy dojazd do mety.

W ciągi następnych dni było coraz lepiej – deszcze nie padały – błoto zasychało (ale gęstniało, czasami utrudniając przejazd). W sobotę wiozłem tylko Mirco – poprawiał oznaczenia. O 17.00 pojechałem z sędzią głównym trasy – sprawdził wszystko – przejrzał możliwości – trzeba było znaleźć dojazdy dla sędziów (ponownie odwiedziłem miejscowość Przygórze). W niedzielę rano, z Mirco, przed samym startem sprawdziliśmy trasę. To była przedostatni wyjazd. Zadaniem ostatniego przejazdu było oczyszczenie wszystkich śladów wyścigu w naszych górach. Muszę przyznać, że Mirco zbierał wszystkie śmieci, łącznie z tym co znalazł na trasie – resztki butelek itd.

O przygodzie pamięta jeszcze mój ZJ – czeka go przegląd i gruntowne mycie. Polecam wszystkim przebycie tej trasy na rowerze – samochodom do lasu wstęp wzbroniony.

Poprawiony ( poniedziałek, 24 maja 2010 12:18 )
 

Logowanie

Copyright © 2010 apertus.pl - otwarta, wirtualna szkoła. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.